- Hahaha... serio ?! - spytałam się Noriko czy to prawda, ona potwierdziła skinięciem głowy.
Nie spodziewałam bym się tego po nim. Gadamy o ostatniej ich misji. Miały za zadnie chronić jakiegoś polityka. Byłam już na ostatniej prostej prowadzącej do gabinetu Mizukage.
- Ciekawe po co nas wzywa... - powiedziałam
- Podobno jakaś grubsza sprawa, ale nie wiem... - Kaori rozłożyła ręce w bezradności
Tylko westchnęłam, nie wiem ile to razy byłyśmy wzywane z niewiadomo jakiego powodu.
Wyszłam na przód i chciałam zapukać w drzwi, gdy się otowrzyły i wyleciał z nich Ao. Wszystkie zrobiłyśmy unik w ostatniej chwili. Nawet nie przeprosił, tylko poleciał przed siebie. Wszystkie ostrożnie zaglądnęłyśmy do gabinetu. Ujrzałyśmy wściekłą Mizukage. To już wszystko jasne... Znowu odwaliło jej na punkcie małżeństwa. Jeśli powiesz przy niej związengo coś z małżeństwem to po tobie, jedynie Ao udaje się przeżyć. Patrzę się i czekam, aż dojdzie do siebie. Naoriko i Kaori robią to samo.
- A jesteście dziewczęta! Zapraszam. - zawołała nas
Stanęłam na środku, po prawej zatrzymała się Kaori,a po lewej Noriko. Mizukage usiadła i wertowała jakieś papiery. Spocznęłam i patrzyłam co robi. Pewnie czegoś szukała.
- Acha! - krzyknęła Mizukage
Wszystkie stanęłyśmy na baczność.
- Spokojnie, spokojnie dziewczęta - machała dłonią i się śmiała, po czym usiadła wygodnie na fotelu
Skupiłam uwagę na niej, by potem nie wiedzieć co mam do roboty.
- Ostatnie wasze misje zakończyły się powodzeniem, tak więc... - podniosła się i trzasnęła rękoma o biurko - więc... od dzisiaj wstrzymujecie służbę dla ANBU .
Na te słowa zareagowałam od razu, jak i dziewczyny. Już chciałam się z nią kłócić, gdy przerwała nam.
- Nie skończyłam! - powiedziała z powagą i naciskiem - No! Od jutra każda z was dostanie pod opiekę drużynę. - dokończyła
- Co ?! Drużynę ?! Jak to ?! - powiedziałam oburzona, co to to nie ! Nie upadłam tak nisko, żeby niańczyć jakiś Geninnów świeżo po szkole. Z takimi to na misje bać się wyruszyć. Zagrożą śmiercią to zaraz się w majtki posikają.
- Jakim prawem ?! - rzuciła Kaori w gniewie
- Dlaczego Mizukage tak postanowiła ? - spytała spokojniej Noriko
Wszystkie na zmiane się przekrzykiwałyśmy.
- Dosyć!!! - wrzasnęła tak, że pokój się zatrząsł - Bo jestem Mizukage, a wy nie macie tu nic do gadania. Postanowiłam tak, ponieważ jesteście jednymi z najlepszych kunoichi w wiosce Mgły. Wiem, też że nikt nie nauczy nowych ninja lepiej niż wy. Poza tym zdobędziecie nowe doświadczenia. - na tym skończyła swoją wypowiedź.
Wzięłam ją w miarę do siebie.
- Zebranie jutro o świcie. Zrozumiano ? - dodała na koniec poważnym głosem i odwróciła się
- Hi !!! - powiedziałyśmy, ukłoniłyśmy się i znikłyśmy jak najszybciej się dało.
Zatrzymałyśmy się na polu, gdzie trenowałyśmy i trenujemy razem dalej. Usiadłam na jednej z gałęzi.
- Suuuper!!! No po prostu, ja nie wiem... !!! - rzucała się Kaori i wyżywała się na drzewie rzucając shurikenami i kunaiami.
- Zgadzam się, ale może to ma dobre strony ? Takie jak powiedziała Mizukage... - stwierdziła Noriko
- Taaa, jasne ! Może jeszcze będziemy jej posłańcami ?! - wyżywała się dalej Kaori
Trochę to trwało. Kaori rzucała się we wszystkie strony. Ja tylko siedziałam w milczeniu z zamkniętymi oczami. Rozmyślałam o tym całym zajściu. Nie mam ogólnego zdania na ten temat. W końcu słońce już zachodziło. Zeskoczyłam z drzewa, łapiąc przy tym lecącego shurikena między palce. Dziewczyny automatycznie skupiły się na mnie. W końcu to ja zawsze dowodziłam naszej paczce. Westchnęłam i otworzyłam oczy.
- Słuchajcie, stało się i już. Nie ma co rozpaczać, tylko kłopotów to przysporzy. Potraktujmy to jak kolejną misję. - powiedziałam powoli i wyraźnie. Spojrzałam też na nie po czym odeszłam. Na odchodne machnęłam ręką i rzuciałm shurikena w drzewo.
- To takie... kłopotliwe... - powiedziałam do siebie - To cześć! Widzimy się na zebraniu. - rzuciłam ostatnie słowa i znikłam. Powoli wracam do domu. Matka pewnie się będzie martwić.
środa, 16 października 2013
poniedziałek, 7 października 2013
Od Lau
Ciemno… wszędzie ciemno. Coś zimnego i płaskiego wbija mi się w kości, albo kości w to coś. Leniwie otworzyłam oczy. Całe pomieszczenie pogrążone było w ciemności w powietrzu czuć było zapach zgnilizny a temperatura była pewnie około zera sadząc po tym że jeszcze chwila a kur*wa zamarznę. Po mojej prawej stronie rozbłysła świeca, dająca nikłe światło. Nie musze widzieć znam te pomieszczenie na pamięć. Leże na metalowym stole w środku pokoju po mojej prawej w rogu znajduje się biurko a w zdłuż ściany półki z różnego rodzaju chemikaliami itp. Za mną są drzwi do innego pomieszczenia , nie chcecie wiedzieć jakiego. Na przeciwko mnie w prawym rogu są drugie drzwi a w zdłuż dwóch pozostałych ścian kolejne półki z jakimiś pierdołami.
Spoglądam na swoje ciało. Klatka piersiowa w bandażach tak samo całe ręce, i czarne potargane spodnie. Tylko pytanie co ja robiłam że znalazłam się w takiej sytuacji .. ? A już wiem … a nie, może jednak nie wiem.
Próbuje dotknąc ręka twarzy ale nawet nie chce się ruszyć, próbuje druga. Taki sam rezultat. Po chwili czuje metaliczny smak krwi w ustach.
-Znowu żyła nie wytrzymała …
Spojrzałam w kierunku biurka od którego dochodził leniwy meski głos. W rogu pojawiła się sylwetka.
-Jak jesteś taki madry to to napraw Rangeku.
Sylwetka się poruszyła po chwili usłyszałam świst niepewnie przekręciłam głowe i spojrzałam na skalpel który wbił się obok mojej szyji. Co za skubaniec tak ciemno a on idealnie wycelował. No wsumie co się dziwic on całe życie spedził w ciemnościach więc się chyba już zdążył przyzwyczaić.
Podszedł do mnie i przykrył poszytą ręka moje oczy.
-Naprawie spokojnie …
Dalszej wypowiedzi nie usłyszałam bo ze wsząd zaczeła otaczać mnie ciemność...
Spoglądam na swoje ciało. Klatka piersiowa w bandażach tak samo całe ręce, i czarne potargane spodnie. Tylko pytanie co ja robiłam że znalazłam się w takiej sytuacji .. ? A już wiem … a nie, może jednak nie wiem.
Próbuje dotknąc ręka twarzy ale nawet nie chce się ruszyć, próbuje druga. Taki sam rezultat. Po chwili czuje metaliczny smak krwi w ustach.
-Znowu żyła nie wytrzymała …
Spojrzałam w kierunku biurka od którego dochodził leniwy meski głos. W rogu pojawiła się sylwetka.
-Jak jesteś taki madry to to napraw Rangeku.
Sylwetka się poruszyła po chwili usłyszałam świst niepewnie przekręciłam głowe i spojrzałam na skalpel który wbił się obok mojej szyji. Co za skubaniec tak ciemno a on idealnie wycelował. No wsumie co się dziwic on całe życie spedził w ciemnościach więc się chyba już zdążył przyzwyczaić.
Podszedł do mnie i przykrył poszytą ręka moje oczy.
-Naprawie spokojnie …
Dalszej wypowiedzi nie usłyszałam bo ze wsząd zaczeła otaczać mnie ciemność...
Subskrybuj:
Posty (Atom)