Ciemno… wszędzie ciemno. Coś zimnego i płaskiego wbija mi się w kości, albo kości w to coś. Leniwie otworzyłam oczy. Całe pomieszczenie pogrążone było w ciemności w powietrzu czuć było zapach zgnilizny a temperatura była pewnie około zera sadząc po tym że jeszcze chwila a kur*wa zamarznę. Po mojej prawej stronie rozbłysła świeca, dająca nikłe światło. Nie musze widzieć znam te pomieszczenie na pamięć. Leże na metalowym stole w środku pokoju po mojej prawej w rogu znajduje się biurko a w zdłuż ściany półki z różnego rodzaju chemikaliami itp. Za mną są drzwi do innego pomieszczenia , nie chcecie wiedzieć jakiego. Na przeciwko mnie w prawym rogu są drugie drzwi a w zdłuż dwóch pozostałych ścian kolejne półki z jakimiś pierdołami.
Spoglądam na swoje ciało. Klatka piersiowa w bandażach tak samo całe ręce, i czarne potargane spodnie. Tylko pytanie co ja robiłam że znalazłam się w takiej sytuacji .. ? A już wiem … a nie, może jednak nie wiem.
Próbuje dotknąc ręka twarzy ale nawet nie chce się ruszyć, próbuje druga. Taki sam rezultat. Po chwili czuje metaliczny smak krwi w ustach.
-Znowu żyła nie wytrzymała …
Spojrzałam w kierunku biurka od którego dochodził leniwy meski głos. W rogu pojawiła się sylwetka.
-Jak jesteś taki madry to to napraw Rangeku.
Sylwetka się poruszyła po chwili usłyszałam świst niepewnie przekręciłam głowe i spojrzałam na skalpel który wbił się obok mojej szyji. Co za skubaniec tak ciemno a on idealnie wycelował. No wsumie co się dziwic on całe życie spedził w ciemnościach więc się chyba już zdążył przyzwyczaić.
Podszedł do mnie i przykrył poszytą ręka moje oczy.
-Naprawie spokojnie …
Dalszej wypowiedzi nie usłyszałam bo ze wsząd zaczeła otaczać mnie ciemność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz