„Interesujące…
”Wolnym krokiem zmierzałam ku związanej dziewczynce.
Wyprostowana, nie skradałam się. Podeszłam do niej, wzięłam na
ręce i wróciłam do drużyny. Przeciwnicy byli tak zaskoczeni, że
nawet mnie nie zaatakowali….
-Nie będę
mieszać niewinnych dzieci w wasze porachunki.- powiedziałam
odwracając się w ich stronę. - No śmiało pokarzcie się. Teraz
możemy zaczynać. Ona nie musi brać w tym udziału.
Zza
jednego z kamieni wyłonił się jakiś człowiek, byłam zdziwiona,
ponieważ nie był to żaden z członków Akatsuki. Na pozór zwykły
wieśniak. Wydał jakiś dziwny odgłos i pojawiła się kolejna
trójka, która musiała ukrywać się za pozostałymi głazami.
Byłam lekko zaskoczona. Czy płaszcz Akatsuki tylko mi się
przywidział? Nie. Na pewno go widziałam, nie wolno nam tracić
czujności. Wycofałam się do tyłu i dałam znak, że zostawiam to
reszcie. Nie powinni mieć z nimi problemów, ja natomiast podeszłam
do dziewczynki. Tętno było słabe i mała oddychała płytko.
-Załatwcie
to szybko z małą trzeba się udać do medyka!!- wykrzyknęłam do
reszty a sama przystąpiłam do pierwszej pomocy. Miała dwie rany.
Były długie i płytkie. „Przez takie rany nie mogła stracić
przytomności…. Musi być coś jeszcze… No tak!! Trucizna!”
-Sonozaki!!!-
zawołałam. On jedyny zna się na rzeczy i będzie umiał jej jakoś
pomóc. I wtedy stało się to czego się obawiałam. Zjawił się.
Jeden z Akatsuki. Miał czarne włosy i oczy. Zasłoniłam
dziewczynkę swoim ciałem.
-Koniec
zabawy. Oddaj dziecko.-powiedział dziwnie znajomym głosem. Ten
głos……
„Słońce
przebijało przez
korony drzew. Miałam 12 lat. Ludzie w wiosce znowu szeptali. Tylko
tu mam chwile wytchnienia. Co to za szelest? Spojrzałam w kierunku
odgłosów. To za krzakami. Udałam się w tamtą stronę i niepewnie
zajrzałam między liście. Leżał tam chłopak. Miał czarne włosy
i oczy, około 15 lat. Był cały we krwi. Nie ruszał się.
Podeszłam bliżej, żeby sprawdzić czy oddycha.
-Na co
się gapisz? –powiedział spokojnym głosem. Wystraszona potknęłam
się o wystający korzeń i przewróciłam się. A on roześmiał
się, choć po chwili na jego twarzy pojawił się grymas bólu i
zakaszlał krwią. Bez zastanowienia pobiegłam do rzeki po czysta
wodę i do domu po bandaże. Gdy wróciłam był nieprzytomny, ale
oddychał. Opatrzyłam mu rany, a z liści i gałęzi zbudowałam coś
na podobieństwo namiotu. Ocknął się dopiero wieczorem.
- Ty to
zrobiłaś?- zapytał zdziwionym, słabym głosem.
-Yyy…
No…. Tak… Ch-chcesz pi-pić?- wydukałam zawstydzona. I podałam
mu kubek z herbatą ziołową. Wypił ją szybko i łapczywie po czym
stracił przytomność. Opiekowałam się nim 2 tygodnie.
-Jak masz na imię? – spytałam
pewnego dnia.
-Ita…..
Irmin.- powiedział.
-
Ita-Irmir?? Ja jestem Tonari. – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Lubię
cię Ita-Irmir zostaniesz ze mną?- spytałam robiąc duże oczy,
mając nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto w końcu stanie po
mojej stronie, będzie mnie bronił. Ale on nie odpowiedział, a
następnego dnia znikną.”
-Tonari
uważaj!!!!!!- wrzasną Izuka.
-Tonari….?-
powiedział szeptem, a ja powoli ściągnęłam maskę. -To nie
możliwe…. Jesteś członkinią ANBU?? Ale..- nie zdążył
dokończyć bo Izuka zasadził mu niezłego kopa, który wysłał go
na drugi koniec polany. Ale to
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz