piątek, 22 listopada 2013

Od Tonari

Interesujące… ”Wolnym krokiem zmierzałam ku związanej dziewczynce. Wyprostowana, nie skradałam się. Podeszłam do niej, wzięłam na ręce i wróciłam do drużyny. Przeciwnicy byli tak zaskoczeni, że nawet mnie nie zaatakowali….
-Nie będę mieszać niewinnych dzieci w wasze porachunki.- powiedziałam odwracając się w ich stronę. - No śmiało pokarzcie się. Teraz możemy zaczynać. Ona nie musi brać w tym udziału.
Zza jednego z kamieni wyłonił się jakiś człowiek, byłam zdziwiona, ponieważ nie był to żaden z członków Akatsuki. Na pozór zwykły wieśniak. Wydał jakiś dziwny odgłos i pojawiła się kolejna trójka, która musiała ukrywać się za pozostałymi głazami. Byłam lekko zaskoczona. Czy płaszcz Akatsuki tylko mi się przywidział? Nie. Na pewno go widziałam, nie wolno nam tracić czujności. Wycofałam się do tyłu i dałam znak, że zostawiam to reszcie. Nie powinni mieć z nimi problemów, ja natomiast podeszłam do dziewczynki. Tętno było słabe i mała oddychała płytko.
-Załatwcie to szybko z małą trzeba się udać do medyka!!- wykrzyknęłam do reszty a sama przystąpiłam do pierwszej pomocy. Miała dwie rany. Były długie i płytkie. „Przez takie rany nie mogła stracić przytomności…. Musi być coś jeszcze… No tak!! Trucizna!”
-Sonozaki!!!- zawołałam. On jedyny zna się na rzeczy i będzie umiał jej jakoś pomóc. I wtedy stało się to czego się obawiałam. Zjawił się. Jeden z Akatsuki. Miał czarne włosy i oczy. Zasłoniłam dziewczynkę swoim ciałem.
-Koniec zabawy. Oddaj dziecko.-powiedział dziwnie znajomym głosem. Ten głos……
Słońce przebijało przez korony drzew. Miałam 12 lat. Ludzie w wiosce znowu szeptali. Tylko tu mam chwile wytchnienia. Co to za szelest? Spojrzałam w kierunku odgłosów. To za krzakami. Udałam się w tamtą stronę i niepewnie zajrzałam między liście. Leżał tam chłopak. Miał czarne włosy i oczy, około 15 lat. Był cały we krwi. Nie ruszał się. Podeszłam bliżej, żeby sprawdzić czy oddycha.
-Na co się gapisz? –powiedział spokojnym głosem. Wystraszona potknęłam się o wystający korzeń i przewróciłam się. A on roześmiał się, choć po chwili na jego twarzy pojawił się grymas bólu i zakaszlał krwią. Bez zastanowienia pobiegłam do rzeki po czysta wodę i do domu po bandaże. Gdy wróciłam był nieprzytomny, ale oddychał. Opatrzyłam mu rany, a z liści i gałęzi zbudowałam coś na podobieństwo namiotu. Ocknął się dopiero wieczorem.
- Ty to zrobiłaś?- zapytał zdziwionym, słabym głosem.
-Yyy… No…. Tak… Ch-chcesz pi-pić?- wydukałam zawstydzona. I podałam mu kubek z herbatą ziołową. Wypił ją szybko i łapczywie po czym stracił przytomność. Opiekowałam się nim 2 tygodnie.
-Jak masz na imię? – spytałam pewnego dnia.
-Ita….. Irmin.- powiedział.
- Ita-Irmir?? Ja jestem Tonari. – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Lubię cię Ita-Irmir zostaniesz ze mną?- spytałam robiąc duże oczy, mając nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto w końcu stanie po mojej stronie, będzie mnie bronił. Ale on nie odpowiedział, a następnego dnia znikną.”
-Tonari uważaj!!!!!!- wrzasną Izuka.

-Tonari….?- powiedział szeptem, a ja powoli ściągnęłam maskę. -To nie możliwe…. Jesteś członkinią ANBU?? Ale..- nie zdążył dokończyć bo Izuka zasadził mu niezłego kopa, który wysłał go na drugi koniec polany. Ale to 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz